„Pracę w młodym, dynamicznym zespole” dam…
Okres wakacji to czas, gdy studenci poszukują praktyk w celu uzupełnienia CV, zdobycia bezcennych na rynku pracy doświadczeń. O licznych wpadkach kandydatów krążą legendy. Tymczasem niejedna oferta praktyk lepsza jest od dobrego żartu…
Kto humor ma nienajlepszy lub zdołowany jest „kampaniją wrześniową”, powinien zacząć przeglądać oferty pracy. Może nie odnajdzie swego powołania… ale na pewno uśmieje się do łez.
Zazwyczaj w rozweselenie wprawia mnie już czytanie „wymagań” pracodawcy: „Znajomość pakietu MS Office” czy „doświadczenie w wyszukiwaniu informacji w Internecie” to kompetencje, które miewają już przedszkolaki…
Gdyby autor sformułowania „młody, dynamiczny zespół” opatentował je, dziś byłby już milionerem. Każda oferta pracy czaruje, iż będzie nam jak w niebie, wszyscy będą dla nas mili i staniemy się trybikiem w „dynamicznie rozwijającej się firmie”…
Tymczasem do zadań praktykanta najczęściej należeć będzie żmudna i nudna „czarna robota”:
- Wyszukiwanie danych kontaktowych potencjalnych klientów w internecie
- Pomoc w innych bieżących obowiązkach (= kserowanie, drukowanie)
- Pozyskiwanie klientów biznesowych (= telemarketing)
- tworzenie oraz przeszukiwanie bazy danych (= ach, to po to już 4 lata studiuję!)
W zamian, superCYBORGpraktykant – „komunikatywny, samodzielny i kreatywny, który poprzez swoje zaangażowanie wspomagać ma pracę zespołu” – liczyć może na:
- Przyjazną/miłą atmosferę
- Doskonalenie umiejętności w międzynarodowym środowisku
- elastyczny czas pracy i podejście zadaniowe (= jak trzeba będzie, zostaniesz po godzinach pracy)
- „pracę w młodym i dynamicznym zespole”
- MOŻLIWOŚĆ podjęcia pracy po zakończeniu praktyk (= nie łudź się…)
I tak sobie myślę, że kandydatom napycha się do głów miliona ostrzeżeń i zasad pisania dokumentów aplikacyjnych. Jedną z najważniejszych zasad jest : Wyróżnić się. Szkoda, że analogicznych zasad nie przyswajają „młodzi i dynamiczni” autorzy ofert pracy…
Życzę Wam powodzenia w walce o sensowne (i płatne!) praktyki. Patrzcie krytycznym okiem na rewelacje zawarte w ofertach. Pamiętajcie: To także świadczy o pracodawcy!
Moje TOP 3:
„Trzymiesięczne, bezpłatne praktyki w dynamicznym zespole” = czarna robota za darmo aż do wypalenia zawodowego…
„Praktykant/ka w Pionie Prezesa” (dwuznaczne
)
„wymagamy: entuzjazmu, samodzielności, inteligencji i dokładności” (to można nie mieć inteligencji???)
„wymagania: fascynacja nowinkami technologicznymi i sprzętem komputerowym” (a praktyki w dziale PR)
„Dodatkowymi atutami będą: bardzo dobre wyniki w nauce (…) inne wybitne osiągnięcia” (czy to jakiś konkurs o Nobla Studenckiego??)
Tagi: HR, praktyki, rekrutacja, rynek pracy

Czyli zawsze pod prąd. Nie dość, że jeśli idzie się na praktyki, to wykonuje się robotę, której nikomu innemu się wykonać nie chciało, to nie zarobi się pieniędzy. Jeśli chce się zarobić pieniądze to najlepiej oczywiście w walutach, których przeliczenie na złotówki wywołuje w zachodnio-europejskim sklepie dziwny smutek, a w po powrocie do Polski ciepłe uczucie satysfakcji. Pytanie tylko, po co mi test T studenta przy pakowaniu truskawek?
A co do korporacyjengo języka, nie do dość, że już teraz jest pusty jak bęben, to powoli staje się co raz bardziej bezsensowny i absurdalny. Na ile elastyczny jest młody i kreatywny zespół? Jak guma, czy jak kauczuk?
I jak to jest z tym pierwszym wrażeniem? Czy jest sens silić się na tego typu banały (reklamując stanowisko pracy, siebie, odkurzacz)? Ludzie, którzy kilka razy szukali pracy, rekrutujący, którzy kilka razy przepytywali zestresowancyh kandydatów, czy namiętnie odkurzający pierwsze na co czekają z tajemniczym uśmiechem, to właśnie na bezradne nic niewnoszące autoprezentacje. Uważam, że lepiej w ciekawy sposób powiedzieć smutną prawdę niż bezsensownie powielać ładne kłamstewka.
Ale ja po porostu nie lubię tanich telemarketingowych manipulacji.
Niestety właśnie tak wygląda rynek praktyk/pracy, na który wrzucani zostają absolwenci uczelni w Polsce. Bardzo intryguje mnie fenomen “młodych, kreatywnych”, a więc używania już bardzo mocno zużytych sformułowań, które niemal zupełnie zatraciły swój sens. Aż strach się przyznawać do kreatywności!
Myślę, że pierwsze wrażenie pierwszym pozostaje, jednak to od nas zależy, jak jego “moc” wykorzystamy: czy będziemy próbowali manipulować (co najprawdopodobniej zaszkodzi, jeśli będziemy używali banałów) czy postawimy na szczerość i spróbujemy podejść do tematu nietypowo (czyt. unikając tego, co mówią wszyscy bądź umiejąc dobrze udowodnić, że w naszym przypadku jest to prawdą i zaletą).
Używanie “ładnych kłamstewek” na pewno szkodzi w czasie rozmów kwalifikacyjnych, jestem ciekawa, na ile (bądź kiedy) zaczną na nich tracić pracodawcy.
Aniu, zacny miałem ubaw czytając Twojego posta. Całkowicie się zgadzam z Twoimi spostrzeżeniami. Uważam, że pracodawcy często nie mają czego tak naprawdę zaoferować młodym, ambitnym osobom z doświadczeniem (choćby takim jakie Ty masz Aniu w prowadzeniu szkoleń), bowiem albo nie stać ich na nowego pracownika, albo nie chcą dawać praktykantowi obowiązków, które wykonuje u nich osoba z 5-letnim stażem. Przyczyny takie stanu rzeczy są trzy:
1) Obecny rynek pracodawcy, zwany często rynkiem niewolników. Jest tylu potencjalnych praktykantów chcących pracować za darmo, którzy będą robić wszystko (parzyć kawę, kserować, latać na pocztę itd.) by mieć wpis w CV.
2) Zwyczajne uprzedzenie co do młodych osób i ich wiedzy. Myślenie typu: “Student nie jest w stanie wykonać pewnym obowiązków wymagających już pewnego doświadczenia dobrze, a jeżeli już mu je zlecimy to skończy się to kompletną klapą i ucierpi na tym autorytet naszej firmy”
3) Ścieżki kariery jakie można spotkać w dużych firmach. Po prostu jak czułaby się osoba pracująca wspomniane 5 lat w firmie, gdy przychodzi praktykant i równie dobrze wykonuje te same zadania co ona. Firmy więc unikają tego typu sytuacji, a praktykantom często pozostają już sławne parzenie kawy, drukowanie czy wklepywanie danych do komputera.
Recepta na powyższy stan rzeczy jest tylko jedna. Młodzi ludzi muszą nauczyć się sami się organizować (fajnie, że coraz lepiej im to wychodzi), bowiem, mówiąc dość kolokwialnie, w grupie siła. Można początkowo działać jak Neolution, czyli symulacja firmy, bądź jako koło naukowe. Później natomiast można zakładać własne firmy czy stowarzyszenia. Tylko wtedy ambicja i apetyt na naprawdę duże i ciekawe projekty zostanie zaspokojona. Mam więc apel do siebie i do innych młodych ludzi myślących podobnie: Młodzi ludzi – organizujmy się!”;)
Jako mlody przedsiebiorca, i obcokrajowiec w Polsce gdyz wrocilem tu po 20 latach mieszkaniu w USA, zastanawialem sie czy istnieje taka sila i ambicja w rowiesnikach ktora nie zostala stlumiona przez wlasnie takie traktowanie i ponizanie umiejetnosci.
Choc parzenie kawy jest znane na calym swiecie dla praktykantow, sa i rowniez swietne praktyki ktore pozwalaja na rozwoj i atakowaniu problemow specyficznych i trudnych.
Do czego zmierzam, z tym ze jestem w Polsce ’swiezy’, mieszkam tu od 3 miesiecy, szukam grupe ludzi z ktora moge dyskutowac i wspolpracowac. Z wyksztalcenia jestem naukowcem inżynierii i pracowalem na uczelni z podobna grupa jak Neolution: http://yalestation.yale.edu/yei/ chetnie bym znalazl sie ponownie w takim srodowisku pelnym energi, entuzjazmu i intelektu.
Wasza grupa daje wrazenie wlasnie takie. Czy pomozecie ukierunkowac rowiesnika?
Pozdrawiam!
Studenci aktywnie sprzeciwiają się praktykom opartym na “parzeniu kawy”, właśnie zakładając różne organizacje studenckie. Nie straciliśmy chęci do samorozwoju!
Pozdrawiam!
Jeśli chodzi o współpracę z Neolution, najlepiej skontaktować się z Zarządem (zarzad@neolution.pl): napisz proszę, jak widzisz swój udział w życiu Organizacji, w jakich dziedzinach chcesz się rozwijać. Neo jest pełne możliwości!